Zbawienny wpływ audiobooków

Ja to chyba zacząłem robić trochę podświadomie, ale zauważyłem po jakimś czasie, że tak jest – słuchanie audiobooków w samochodzie może poprawić bezpieczeństwo na drogach!

U mnie wygląda to tak, że od kiedy zacząłem słuchać podcastów i audiobooków podczas jazdy samochodem to (zakładając, że akurat nie ciśnie mnie krytycznie czas, np. przedszkole się zaraz zamyka) to zacząłem jeździć wolniej – raz, że jadę trochę dłużej i odrobinę więcej sobie zdążę przesłuchać; dwa, jadąc wolniej, spokojniej, znacznie łatwiej jest ogarnąć słuchanie ze zrozumieniem i zapamiętywanie nie przestając jednocześnie myśleć o tym co się dzieje na drodze.

Wygląda na to, że sytuacja win-win. Na razie sprawdza mi się kiedy jadę sam. Ciekawe czy uda mi się przekonać rodzinę do swojego doboru książek „samochodowych”?

No i skoro mowa o podcastach to linki – dwa azurowe audio podcasty, które uskuteczniam w samochodzie:

The Azure Podcast
Microsoft Cloud Show

Poza tym jest też Devtalk, no ale to oczywista oczywistość, jak mawia klasyk.

Edit: zastanawiam się, czy nie złapię się kiedyś na jeżdżeniu dookoła osiedla żeby dojechać do końca rozdziału. To by trochę umniejszało fajność rozwiązania 😉

GTD wsiąknięcie w system

Bardzo szybko uwidoczniło się, że jestem jeszcze bardzo daleko od takiego stosowania metod GTD żeby stały się przezroczystym elementem, naturalnymi czynnościami ułatwiającymi ogarnianie wszystkiego.

Przyszła sytuacja niecodzienna, bardzo, priorytetowa, też bardzo. No i wszystkie listy, skrzynki, konteksty, priorytety poszły w diabły, a żeby na ASAPie upchnąć wszystko w dostępnym czasie i fizycznych możliwościach powstała mała sprytna kartka do skreślania długopisem rzeczy zdobionych i oznaczenia piętnastoma wykrzyknikami rzeczy najbardziej ważnych z tych najważniejszych.

Pewnie nie byłoby w tym nic strasznego, ale jednak ucierpiały pewne sprawy zapisane „w systemie”, które zostały brutalnie wydziedziczone przez świstek w kratkę. Cóż, niestety rzeczywistość jest taka, że bez włożenia odpowiedniego wysiłku wdrożenie takiego stylu się samo nie zrobi. A miałem takie świąteczne marzenie, że chociaż raz się uda jak magiczną różdżką 😉

ASM i ARM Storage Accounts

Tak wypadło z moją krótką wciąż karierą Azurową, że załapałem się na sporo różnych zmian, które do teraz mają wiele konsekwencji w usługach i potrafią stanowić nie lada irytację.

Jedna z tych rzeczy to „stare” (tzw. Classic) i „nowe” Storage Accounts. Jasna cholera mnie bierze, że te konta są w dwóch „zakładkach” i stare nie mają po prostu przycisku „Migrate”. Może za mało wiem o tym co tam się z tyłu dzieje, ale to jest okropnie upierdliwe. Na szczęście jest mądry człowiek prowadzący bloga, który opisał jak to zrobić. Starczy podobno starczy trochę pomachać PowerShellem, o tak.

Warto sprawdzić, ja z pewnością to zbadam i dam znać co i jak.

Szybsza baza, to lepsza baza!

No takie newsy to ja mogę czytać. Piłka jest krótka – Microsoft postanowił dać noworoczny prezent wszystkim, którzy odpowiedzialni są za kontrolowanie i optymalizację obciążenia baz Azure SQL oraz optymalizację kosztów, które one generują.

Od dziś podwojono wydajność zapisu na wszystkich tierach usługi Azure SQL, a bardziej wymagające systemy, opierające się o tiery Premium dodatkowo zyskują podwojoną wydajność odczytu. I wszystko w tej samej cenie, co wcześniej.

Można? Można 🙂

Źródło: https://azure.microsoft.com/pl-pl/blog/azure-sql-database-is-increasing-the-read-and-write-performance/

Ułatwienie w Storage Queues

Takie proste, a takie fajne. Trick polega na tym, że do tej pory po włożeniu wiadomości do kolejki (AddMessage), trzeba było ją ponownie odczytać (GetMessage), żeby otrzymać jej „pop receipt”. Teraz odpowiednie property obiektu CloudQueueMessage jest ustawiane już przy wkładaniu wiadomości do kolejki. Tak więc od razu mamy możliwość przeprowadzania zmian na wiadomości w kolejce czy jej usuwania z kolejki (ogólnie – robienia wszystkiego do czego pop receipt jest potrzebny).

Niby takie nic, ale jak się spojrzy w kod, że jest teraz czysty, elegancki, bez nic nie wnoszących linijek. W dodatku zmiana wprowadzona przy naciski u i usilnych żądaniach community.

Przykład tutaj. Byle tylko więcej funkcjonalności proponowanych przez community.

A czy Ty zmigrowałeś swoje funkcje?!

Azure Functions weszło jakiś czas temu w GA, więc zespół App Service’owy chce się pozbyć wersji preview (<1.0). Oficjalnie ogłoszono je jako deprecated i zapowiedziano proces usuwania wersji 0.x, który rozpocznie się 1 lutego 2017. Na szczęście, zakładając, że w tych 0.x nie używamy funkcjonalności, które nada są w preview (np Powershella czy F#), nasze funkcje zostaną po prostu automatycznie podniesione do wersji 1.0. Jeśli chcemy pozostać przy jakiejś „starej” wersji – kolejne wprowadzały braking changes, więc może tak być, że komuś będzie na tym zależało – należy sprawdzić krótkie FAQ (pod linkiem na dole) albo zgłosić się do teamu (adres też w treści źródła).

Ustawienie wersji na szczęście jest per Function App, więc jeśli używamy stagingu przepuszczając nasz kod najpierw przez „pośrednią” usługę, to możemy najpierw sprawdzić efekt zmiany do 1.0 na tej wersji.
Co także jest ważne – w razie problemu da się wrócić do wersji preview (0.x) przez ustawienie FUNCTIONS_EXTENSION_VERSION.

Wygląda na to, że zespół od funkcji całkiem dobrze przemyślał kwestię migracji i ewentualnych jej konsekwencji dając użytkownikom pewien wachlarz możliwości do sprawdzenia jak zachowa się ich usługa.

Źródło: Azure App Service Team Blog

GTD starcie pierwsze

No więc słucham sobie audiobooka Getting Things Done, lekko zadowolony, że od jakiegoś czasu wdrażam ciągłe używanie Todoist do wszystkiego co się da. No do czasu. Ależ ja to robię źle. A ile dziur w koncepcji już zauważyłem. A jak boleśnie punktowane są wypaczenia, które zauważam u siebie jak tylko autor mówi skąd się biorą.
Już wiem, że czeka mnie poważne przeplanowanie tego jak używam tego narzędzia oraz zastanowienie się czego jeszcze mi potrzeba, żeby uszczelnić system. Mimo, że jestem raczej fanem stron/profili typu Zdelegalizować Coaching Osobisty to tutaj już po trzech rozdziałach widzę, że to nie nawijanie makaronu na uszy. Widzę dokładnie swoje postępowanie, niestety wymienione w częściach typu „don’ts”.
Smuteczek, ale z drugiej strony to znaczy, że jest wiele miejsca na poprawę, good! Lecimy dalej.

Nowy blog na horyzoncie!

Nawet nie na horyzoncie tylko już całkiem blisko, na wyciągnięcie ręki. RSSy doniosły mi dziś o pierwszym wpisie na nowym blogu w serwisie MSDN Blogs – „Architekci Chmury. Jak zbudować chmurę dobrze.” Blog otwierany przez plejadę gwiazd 😉 z polskiego oddziału Microsoft.

Części autorów miałem przyjemność posłuchać na żywo, a z publikacjami większości miałem jakąś styczność. Zapowiada się bardzo ciekawie – raz, że grono doświadczone, dwa, że z racji miejsca pracy ma ułatwiony dostęp do grup produktowych i zna mnóstwo interesujących, a jak wspomniał w intro Michał, niezbyt dobrze udokumentowanych, myków i trików.

Blog zasubskrybowany, już niecierpliwie czekam na pierwsze wpisy z mięskiem.

DevOps Cognitive Bot Assistant?

IBM organizuje wśród swoich pracowników wewnętrzne konkursy, które mają podnieść kreatywność, pobudzić pęd ku innowacjom i w efekcie naturalnie przyciągać klientów do firmy. Nie byłoby w tym nic szczególnie niebywałego, ale jeden z projektów, który znalazł się w ścisłym gronie finalistów jednego z konkursów brzmi bardzo interesująco:

Cognibot is a ChatBot-driven conversational experience with which DevOps users solve complex middleware problems using natural language questions. Users get only the data they need, not the full, data heavy-dashboard. This way, they can dig into the institutional knowledge of the organization and reduce downtime.

Infrastructure as Code, wersjonowanie, automatyzacja, continuous integration… ale bot? Koncepcja brzmi bardzo interesująco, ale aż prosi się o więcej szczegółów. Za tydzień ma się pojawić video z twórcami najlepszych projektów, liczę, że zobaczę tam coś więcej.

Źródło: https://www.ibm.com/blogs/cloud-computing/2017/01/contenders-connect-cloud-cognitive-build/

Planów ciąg dalszy – forma

To już koniec, obiecuję. Od jutra tech, chmury, Azury (bo też już nie mogę siebie czytać).

Ostatnia dziedzina, którą chciałbym ogarnąć, którą też wiele osób wskazywało nie tylko jako istotną samą z siebie, ale też mocno wpływającą pozytywnie na inne aspekty życia, to forma fizyczna i ruch. Nigdy w sumie nie uprawniałem niczego szczególnie regularnie, no może poza cotygodniową siatkówką przez jakieś dwa lata i jednym rokiem cotygodniowego lodowiska (także w czerwcu!). Nigdy mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało – genetycznie jestem szczupły (OK, chudy patyczak) i zawsze miałem niezłą kondycję, szczególnie jak na taki brak regularnej aktywności. No ale potem przyszły niebezpieczne używki – żona i dziecko. Czas się skurczył, samochód stał się sensowniejszym wyborem niż nogi. I się tatusieje się. Bieganie odpada – syf, smog, do parku daleko, w dodatku mam platfusa. Rower w obecnych warunkach też jest kłopotliwy. Na siłownię… jakoś mnie to trochę odrzuca. Ogólnie mam tu najwięcej zgrzytów, nie wiem jeszcze jak to ogarnąć i czym, ale chciałbym mieć coś, najlepiej z samego rana, przed śniadaniem. Zaczynam poszukiwania.

Wish me luck po raz trzeci, sprzedane!

A! Żeby nie było, że tylkojakiś selfcoaching na blogu, który ma być techniczny to mi to jest potrzebne nie tylko żeby mięśnia ruszać, ale też żeby dotlenić szarą masę, pobudzić co tam przez nią pływa i mieć chwilę czasu na skupienie się nad jakimś ciekawym kombinowaniem będąc nieco odsuniętym od reszty dnia. O, tak sobie to sprytnie podpatrzyłem u innych 😉