Planów ciąg dalszy – organizacja

Plany zawsze brzmią dobrze, są ambitne, są ważne, są teoretyczną projekcją nadchodzącego sukcesu. Są też często do niczego. I ja wiem, że z moimi też może tak być, ba, jeśli niczego dodatkowo nie zrobię to z pewnością tak będzie. Codzienne obowiązki, żona, jedno dziecko, drugie dziecko i już widzę czarne łapska chaosu mieszające w moich ambitnych, precyzyjnie nakreślonych założeniach.

No więc tym razem zostanie podjęta próba naukowego rozprawienia się z tematem. Jakiś czas temu rozpocząłem korzystanie z Todoist – good stuff, ale narzędzie to jedno, a sposób i cel jego wykorzystania to drugie. Podarujmy sobie tutoriale narzędziowe, nie płynie z nich zwykle wiele więcej niż „tu kliknij”. Wytaczamy grube działa, w ruch poszła subskrypcja Audible i na listę do przesłuchania trafiło parę konkretnych pozycji dotyczących zarządzania czasem, produktywnością i odpowiednim balansem między wszystkimi obowiązkami, a czasem na naukę, rodzinę  i odpoczynek. Sporo osób polecało, trochę poszukałem w internetach. Zaczynamy od „Getting Things Done” Davida Allena.

Again, wish me luck 🙂

Planów ciąg dalszy – tech w Azure

Ciąg dalszy robienia planów. Jako, że obowiązków w życiu starego (po 30) człowieka nie ubywa, to trzymanie zbyt wielu srok za ogon jest skazane na porażkę. Niestety ze smutkiem trzeba przyznać, że część planów będzie trzeba zarzucić i pogodzić się z faktem, że się ich nie ogarnie. Azura to nie ominie, za szybko wchodzą nowe usługi, za szybko istniejące się zmieniają i rozwijają. Troszkę z taką wstępną pomocą próbuje przychodzić tutaj post z Azure bloga, z końca ubiegłego roku: Exercise your greatest power as a developer.

Trzy to podobno taka dobra, symboliczna liczba. Więc ja, troszkę podpierając się tą listą wybrałem sobie trzy technologie, które bym chciał zgłębiać możliwie mocno. Inne też z pewnością będę próbował ogarniać, ale te trzy dostaną priorytet. Czytaj dalej Planów ciąg dalszy – tech w Azure

I failed miserably, czyli w 2017 reset i jeszcze raz

OK, plan był taki, że skoro udało mi się codziennie znaleźć chwilę przez 50 dni, to jakoś potem dam radę pisać raz na tydzień, ale coś dłuższego. No… prawie, czyli zasadniczo zupełnie nie. Posypuję zatem głowę popiołem i innymi rzeczami, którymi powinno się posypać, żeby  odpowiednio wyrazić skruchę. Nowy rok to nowe otwarcia i jednocześnie pewne zamknięcia, więc tak na szybko co już mam powiedzmy zadecydowane:

  • puszczam bloga w social media i będę robił koło niego troszkę szumu – więcej osób będzie patrzyło, większy będzie wstyd jak będę dawał ciała
  • rezygnuję na dłużej z koncepcji serii o Service Fabric bo po prostu nie dam rady, co innego jest teraz wyżej na liście, jak się uda pisać to spoko, ale niezobowiązująco
  • mam pomysły na inne serie, ale to jak wpadnę w ciąg i będzie mi się dobrze pisało i faktycznie powstanie coś co będzie zakrawało o sensowną całość wydzielę wtedy osobno
  • wracam do codziennego* pisania tutaj z zamiarem doskonalenia warsztatu i walczenia ze swoją samoorganizacją i flowem
  • zmieniam tytuł – IT było pretensjonalne, za mały jestem, żeby ten blog traktował o całym IT, miało mnie motywować do poszerzenia, a mogło tylko mieszać, więc teraz konkretnie – tym się zajmuję i to będzie temat przewodni, howgh.

*) codziennie w sensie dosłownym jeśli chodzi o „dni robocze” (napisał programista i człowiek z własną działalnością), weekendy czasem będę chciał całkowicie poświęcić rodzinie czy znajomym. Pewnie zdarzy mi się napisać, ale nie chcę wywierać na sobie sztucznej presji i myślenia o tym co mam napisać kiedy moja uwaga powinna być gdzie indziej.