I failed miserably, czyli w 2017 reset i jeszcze raz

OK, plan był taki, że skoro udało mi się codziennie znaleźć chwilę przez 50 dni, to jakoś potem dam radę pisać raz na tydzień, ale coś dłuższego. No… prawie, czyli zasadniczo zupełnie nie. Posypuję zatem głowę popiołem i innymi rzeczami, którymi powinno się posypać, żeby  odpowiednio wyrazić skruchę. Nowy rok to nowe otwarcia i jednocześnie pewne zamknięcia, więc tak na szybko co już mam powiedzmy zadecydowane:

  • puszczam bloga w social media i będę robił koło niego troszkę szumu – więcej osób będzie patrzyło, większy będzie wstyd jak będę dawał ciała
  • rezygnuję na dłużej z koncepcji serii o Service Fabric bo po prostu nie dam rady, co innego jest teraz wyżej na liście, jak się uda pisać to spoko, ale niezobowiązująco
  • mam pomysły na inne serie, ale to jak wpadnę w ciąg i będzie mi się dobrze pisało i faktycznie powstanie coś co będzie zakrawało o sensowną całość wydzielę wtedy osobno
  • wracam do codziennego* pisania tutaj z zamiarem doskonalenia warsztatu i walczenia ze swoją samoorganizacją i flowem
  • zmieniam tytuł – IT było pretensjonalne, za mały jestem, żeby ten blog traktował o całym IT, miało mnie motywować do poszerzenia, a mogło tylko mieszać, więc teraz konkretnie – tym się zajmuję i to będzie temat przewodni, howgh.

*) codziennie w sensie dosłownym jeśli chodzi o „dni robocze” (napisał programista i człowiek z własną działalnością), weekendy czasem będę chciał całkowicie poświęcić rodzinie czy znajomym. Pewnie zdarzy mi się napisać, ale nie chcę wywierać na sobie sztucznej presji i myślenia o tym co mam napisać kiedy moja uwaga powinna być gdzie indziej.

Dodaj komentarz