Planów ciąg dalszy – forma

To już koniec, obiecuję. Od jutra tech, chmury, Azury (bo też już nie mogę siebie czytać).

Ostatnia dziedzina, którą chciałbym ogarnąć, którą też wiele osób wskazywało nie tylko jako istotną samą z siebie, ale też mocno wpływającą pozytywnie na inne aspekty życia, to forma fizyczna i ruch. Nigdy w sumie nie uprawniałem niczego szczególnie regularnie, no może poza cotygodniową siatkówką przez jakieś dwa lata i jednym rokiem cotygodniowego lodowiska (także w czerwcu!). Nigdy mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało – genetycznie jestem szczupły (OK, chudy patyczak) i zawsze miałem niezłą kondycję, szczególnie jak na taki brak regularnej aktywności. No ale potem przyszły niebezpieczne używki – żona i dziecko. Czas się skurczył, samochód stał się sensowniejszym wyborem niż nogi. I się tatusieje się. Bieganie odpada – syf, smog, do parku daleko, w dodatku mam platfusa. Rower w obecnych warunkach też jest kłopotliwy. Na siłownię… jakoś mnie to trochę odrzuca. Ogólnie mam tu najwięcej zgrzytów, nie wiem jeszcze jak to ogarnąć i czym, ale chciałbym mieć coś, najlepiej z samego rana, przed śniadaniem. Zaczynam poszukiwania.

Wish me luck po raz trzeci, sprzedane!

A! Żeby nie było, że tylkojakiś selfcoaching na blogu, który ma być techniczny to mi to jest potrzebne nie tylko żeby mięśnia ruszać, ale też żeby dotlenić szarą masę, pobudzić co tam przez nią pływa i mieć chwilę czasu na skupienie się nad jakimś ciekawym kombinowaniem będąc nieco odsuniętym od reszty dnia. O, tak sobie to sprytnie podpatrzyłem u innych 😉

Dodaj komentarz